środa, 16 kwietnia 2014

Essie Resort Collection 2014 - swatche

Dzisiaj urocza kosteczka w roli głównej.
Jako essiemaniaczka nie mogłam oprzeć się pokusie zakupu tej uroczej czwórki maluszków. 
W opakowaniu są cztery lakiery, po 5ml każdy, więc w sam razy aby je przetestować i przekonać się czy warto kupić pełnowymiarową wersję, która oczywiście także jest dostępna. 


Cena kostki wyniosła mnie, z tego co pamiętam, coś ok. 33-35zł podczas promocji, czyli, mniej więcej, tyle co jeden pełnowymiarowy lakier tej marki. 
W tym roku essie zdecydowało się na spokojne kolory, które dla wielu osób mogą być aż za spokojne jak na wiosnę i lato (na szczęście niedawno też ukazała się zapowiedź kolekcji neonowej - już się doczekać nie mogę!). 

niedziela, 13 kwietnia 2014

Nowości kilka zawitało u Dymka

Dawno chyba nie było już posta z nowościami w mojej kosmetyczce, prawda?
Kiedyś szalałam na potęgę ;)
Obecnie staram się kupować coraz mniej. Rzecz jasna nie uda mi się z dnia na dzień ograniczyć jedynie do tego, co mi się kończy, ale trzeba przyznać, że ilość rzeczy, w porównaniu do tego co było kiedyś, jest w zauważalnie mniejsza. Oby tak dalej;) 


Przez kilka miesięcy przybyło mi trochę kolorówki. Część planowałam kupić już od dłuższego czasu, część należy do tych spontanicznych zakupów, które wiele z nas dobrze zna.

sobota, 12 kwietnia 2014

Wyprzedaż - czas zacznąć ;)

Długo nie mogłam zabrać się za takie porządki w kosmetyczce. Nie ma tego dużo, ale od czegoś trzeba zacząć i pewnie co jakiś czas będę wrzucać na wyprzedaż kolejne rzeczy.

Koszty wysyłki to 8zł za polecony priorytet ( w tym jest już koszt koperty bąbelkowej).
Nie interesują mnie wymianki, obecnie wszystko co chciałam już mam i nie chcę chomikować kolejnych kosmetyków;) 
chyba, że ktoś ma jakiś róż NARSa czy rozświetlacz Bobbi Brown w odcieniu Beige ;)

Oczywiście można mazidła zarezerwować (wtedy zaznaczam to na czerwono), ale proszę o jak najszybszą decyzję. 

Jeżeli ktoś jest czymś zainteresowany, niech pisze na maila : dimipedia@gmail.com ;)



piątek, 11 kwietnia 2014

Skrzydlata maskara obezwładnia dymkowego brutala!

Pewnie większość z was już czytała recenzje L'oreal False Lash Wings, a część pewnie i przetestowała to cudo, które ma zapewniać nam rzęsy niczym skrzydła motyla: szeroko rozpostarte, podkręcone i wydłużone. Od chwili kiedy tylko pojawił się w sklepach wzbudza emocje i zbiera bardzo skrajne opinie. Moja siostra, której kupiłam go podczas jednej z promocji w Rossmannie, stwierdziła, że nie potrafi się nim malować i koniec, sięgać po niego nie będzie, bo i tak nic z tego nie wychodzi. Przypuszczam, że takich osób jak ona jest więcej;)
Po pewnym czasie, marka L'oreal wypuściła kolejnego motyla na rynek, z tym, że tym razem był to motyl Midnight Black, czyli w odcieniu głębokiej czerni.


False Lash Wings ma asymetryczną szczoteczkę, która posiada ergonomiczny kształt jak linia rzęs, aby chwycić każdą z nich, od kącika, do kącika. Posiada także elastyczne łuki unoszące się na zewnątrz aby rozciągnąć rzęsy przy zewnętrznym kąciku. Formuła tuszu zawiera unikalne włókna (mamy nawet napis butterfly effect fibres), o długości 1,2 mm, które delikatnie opatulają i "rozwijają" rzęsy dla uzyskania spektakularnej objętości.
opis z wizaż.pl

wtorek, 8 kwietnia 2014

Mani na dzisiaj: OPI w niechcianych bąbelkach

Dzisiaj będzie o tym jak łatwo można zepsuć pięknie pomalowane paznokcie oraz swój humor.
Kto sięga po wysuszacze ten wie, że te często lubią gęstnieć w połowie buteleczki, ciągnąć się jak gumka od majtek, ściągać lakier przy końcówkach czy też tworzyć bąbelki/pęcherzyki powietrza na świeżo wymalowanych paznokciach. 


Po kilku buteleczkach seche vite, przerzuciłam się na Sally Hansen insta-dri (charakterystyczna czerwona buteleczka) i muszę przyznać, że bardziej mi odpowiada niż seche, ponieważ nie ściąga tak lakieru przy końcówkach, co przy ciemnych odcieniach rzucało się w oczy. Nie zmienia też aż tak koloru lakieru (seche zmieniał, może nie jakoś bardzo drastycznie, ale jednak różnica była). 

piątek, 4 kwietnia 2014

Szampon, który zapewni Ci grzywę lwa?

Chyba większość kobiet marzy o pięknej, bujnej czuprynie, która by dodatkowo zachwycała sprężystością i blaskiem, więc nikogo nie zdziwi, że sama o takiej marzę i ciągle testuje nowości, które mają zapewnić właśnie taki efekt. 
Jakiś czas temu na rynku pojawiła się pewna nowość od marki L'oreal: gama Fibralogy, w której skład wchodzi szampon do włosów, odżywka, maseczka oraz aktywator. Produkty są właśnie przeznaczone dla osób, których włosy są pozbawione gęstości. 
Po użyciu tych cudów mamy mieć, według producenta, zachwycającą gęstość, długotrwały efekt dodanej struktury i wyczuwalnie zwiększoną grubość włosa. 
Z tego co zdążyłam zauważyć, wiele osób skusiło się na produkty z tej gamy ;)


czwartek, 3 kwietnia 2014

Mani na dzisiaj: elf w pistacji ukryty

Dawno temu przechodziłam manię na kolorówkę elf - pamięta to ktoś jeszcze?
W tamtym czasie można było jeszcze zamawiać ze strony elfa w UK, ceny były bardzo niskie, do tego często były promocje, w tym -50%, oraz darmowa wysyłka, więc kosmetyki wychodziły po 3-8zł. Prawdziwy szał!


Odkopałam jeden z lakierów tej marki, bo biedny jeszcze nie był pokazywany szerszej publiczności.
Mint Cream bardziej przypomina pastelową pistację niż miętę, ale może to kwestia tego, co kto chce widzieć;) jednak przy miętusku z essie, różnica jest widoczna gołym okiem.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Skuteczny antyperspirant odnaleziony?

Po nieudanej przygodzie z pewnym antyperspirantem, musiałam na nowo rozpocząć poszukiwania tego jedynego, który stworzyłby ze mną dłuższy związek. 
Od produktów tego typu nie oczekuję cudów; nie jest to bloker, więc nie przestaniemy nagle tworzyć mapy województw (kto ogląda kabarety, ten wie o co kaman;)) pod pachami, ale w pewnym stopniu powinien to ograniczyć oraz zniwelować nieprzyjemny zapach, który niektóre antyperspiranty niestety potęgują. 
Dezodorant Garnier mineral Invisible 48h jest kolejnym produktem, który miał mi pomóc i w pewnym stopniu ułatwić życie. Początkowo podchodziłam do niego trochę nieufnie, ale teraz, kiedy już powoli sięga dna, mogę napisać jak to nam się układało. 






Produkt jak wygląda każdy widzi, mnie się bardzo podoba dodanie różu i zielonego kółeczka. Dzięki temu całość nie wygląda tak smutno, ale jest przyjemna dla oka i taka wesoła ;) 
Produkt reklamowany jest swoją formułą wzbogaconą o Mineralite - minerał pochodzenia wulkanicznego o właściwościach ultraabsorbujących, i wieloma obietnicami producenta, które brzmią wspaniale: skóra oddycha, pozostaje aksamitna, antyperspirant szybko schnie, nie brudzi ubrań, zapobiega poceniu się i przykremu zapachowi, czyli jest wiele do spełnienia.  



Jak wiemy z obietnicami różnie to bywa, ale w przypadki Garnier, większa część z nich jest spełniona.
Antyperspirant ma według mnie taki pudrowy (kojarzy mi się właśnie z pudrem dla niemowląt), słodki zapach, który początkowo mnie przeraził i obawiałam się, że w kontakcie ze skórą po pewnym czasie nie będzie za ciekawie. Na szczęście nic takiego się nie stało, a sam zapach po chwili nie jest już tak wyczuwalny. 
Produkt pozostawia na skórze delikatną warstwę, która faktycznie ją nawilża. Dobrą wiadomością jest także to, że Garnier nie podrażnia skóry pod pachami (u mnie podrażnienia zdarzają się bardzo często).
Przez nieprzyjemnym zapachem faktycznie chroni, przed potem jest już gorzej, bo w bardziej stresujących sytuacjach lub podczas większego wysiłku fizycznego (bieg za odjeżdżającym autobusem), sobie nie radzi, ale w ciągu zwykłego dnia bez większych ekscesów jest ok, chociaż 48h ochronę należy włożyć między bajki. U mnie ta ochrona wytrzymuje tak 6-7h, po tym czasie czuję się już mniej komfortowo i jak tylko mam możliwość, idę się odświeżyć. 



Garnier ma bardzo wygodną blokadę, wystarczy przesunąć białą cześć aby go zablokować i wtedy spokojnie można go wrzucić do torebki i pędzić w świat. Dla mnie jest to znacznie wygodniejsze rozwiązanie niż to, które było w poprzednim antyperspirancie gdzie musiałam przekręcać całą górną część. 
Prawdą jest, że produkt nie pozostawia śladów/nie tworzy plam na ubraniach białych i kolorowych. Niestety, na czarnych ubraniach już pamiątki zostają. Oczywiście jeżeli jest możliwość użycia dezodorantu kiedy mamy już bluzkę na sobie ( bokserka/rozpięta koszula itd.) to takiego problemu nie ma, ale jeżeli najpierw go używamy, a później nakładamy bluzkę, to już ślady będą widoczne. Na szczęście wystarczy wtedy przetrzeć ubrania i wszystko znika, więc taka pozostawiona pamiątka nie jest wieczna.



Antyperspirant jest wydajny, a cena także jest przyjazna i jeżeli jesteście akurat w trakcie poszukiwań produktu z tej kategorii, to polecam przyjrzeć się temu maluchowi:) Ja go bardzo polubiłam, ale w końcu ja nigdy nie byłam fanką produktów tego typu w kulce czy sztyfcie;) 

Ktoś go używał? ktoś lubi:)?

piątek, 28 marca 2014

Wygraj paletkę Do The Bright Thing marki BeneFit :)

Nareszcie, po małych przebojach, pojawia się ten oto post rozdaniowy z paletką BeneFit w roli głównej :) 



Nie jest to duża nagroda, ale mam nadzieję, że osobie, która ją zdobędzie, przypadnie ona do gustu i pozwoli przetestować niektóre z bestsellerów tej marki (jak np. high beam).


wtorek, 25 marca 2014

Roz, jak sie noroł we Warcie, huknął gowom o KAMLOTA - o Colour Alike

W komentarzach pod postem z lakierami colour alike, zauważyłam, że większości spodobał się lakier Kamlot
Oczywiście, sprawdziłam co oznacza jego nazwa (sama ciągle mówię Kamelot;)) i okazało się, że w poznańskiej gwarze, jest to kamień - stąd też taki tytuł notki. 


Jest to moje drugie spotkanie z lakierami Colour Alike. Pierwsze miało miejsce kilka lat temu i ograniczyło się do trzech sztuk, które bardzo polubiłam, i pewnie skusiłabym się na inne kolory, gdybym tylko mogła je kupić stacjonarnie. Niestety, pozostaje kupowanie online i choć lakiery essie kupuję przez internet, tak jakoś z klikaniem kolejnych colour alike nie było mi po drodze aż do dnia promocji na colorowo ;)

poniedziałek, 24 marca 2014

Bye Bye - po raz pierwszy

Dzisiaj post testowy.
Po raz pierwszy na blogu pojawia się post z zużyciami (trochę nazbierałam tych opakowań). Wiem, że takie posty często publikowane są na innych blogach i wiele osób je lubi. Sama należę do tej grupy, która woli oglądać posty zakupowe, jednak nie da się zaprzeczyć, że tutaj (w postach o zużyciach) dodatkowym plusem są takie mini recenzje, których na próżno szukać w notkach z nowościami. 


Jeżeli uznacie taki post za ciekawy i interesujący, to postaram się sumiennie pamiętać o wszystkich zużytych mazidłach, cykać zdjęcia i pisać pożegnalne notki, jeżeli jednak nie jesteście za takimi postami, to będzie to pierwsza i ostatnia notka tego typu na blogu. Wszystko zależy od was;) 
Tak więc, przedstawiam wam zużycia z kilku miesięcy (jak widzicie, w zużywaniu mazideł nie jestem mistrzuniem).

sobota, 22 marca 2014

Lica jak z reklamy po Gesha Beauty Collagen Drink ?

Tak, ja także skusiłam się na taki miesięczny eksperyment żeby sprawdzić co się zmieni, jeżeli codziennie, sumiennie będę sięgała po buteleczkę suplementu diety Gesha Beauty Collagen Drink. 
Wypiłam już wszystko, co do ostatniej kropelki, i bacznie obserwowałam co dzieje się z moją skórą, paznokciami i włosami, więc i nadeszła pora na opisanie efektów kuracji.
Będzie krótko, zwięźle i na temat ;)



piątek, 21 marca 2014

MACzkowe zamówienie z douglas.pl



Już od jakiegoś czasu można kupić kosmetyki marki MAC przez internet i nie chodzi mi tutaj o oficjalną stronę MACa, ale własnie o douglas.pl.
Różnic w cenie kosmetyków nie ma, ale douglasa ma o tyle przewagę, że można trafić na promocje -20%, które także obejmują MACa.
Właśnie podczas jednej z takich promocji, skusiłam się na kolejny rozświetlacz, którym kusiła Iwetto oraz Dominika - tak się właśnie kończy blogowe kuszenie;) 
Korzystając z promocji, postanowiłam od razu kupić także pewien kosmetyk, który od pewnego czasu bardzo mnie ciekawił. Chodzi oczywiście o słynny pro longwear paint pot. 



środa, 19 marca 2014

Kolorowy świat lakierowy powiększa się jak szalony!

Podczas Dnia Kobiet sklep colorowo ogłosił wielką promocję: -40% na cały swój asortyment. 
Jako, że swoje pierwsze lakiery colour alike kupiłam bardzo dawno temu, postanowiłam odświeżyć tę znajomość i skusić się na klika sztuk.
Po przeglądnięciu wielu zdjęć, skusiłam się na 6 odcieni, które wydały mi się najciekawsze.
Jak zobaczycie, skusiłam się głównie na stonowane, spokojne kolory, więc wielkiego szaleństwa nie było.

Tak więc, przed wami nowości o uroczych nazwach: Drachetka, Kamlot, Koziołek, Stalowe Nerwy, Pyrka i Ja pierniczę.


środa, 12 marca 2014

Nudziak na pazurach od Make Up Factory

Jestem fanką neonów na pazurach, ale od pewnego czasu strasznie ciągnie mnie w stronę wszelkich nudziaków, beży i błotnistych brązów. W sumie też nie ma się co dziwić, bo oficjalnie jeszcze zimę mamy, więc neony mogłyby trochę dziwnie wyglądać;)
W czerwcu, poprzedniego roku, w moje łapy trafił nudziak z Make Up Factory. Nie kusił mnie jakoś szczególnie ze względu na srebrny shimmer, który jest dobrze widoczny w buteleczce, jednak trwała promocja i lakier, który normalnie kosztuje 29zł, kupiłam za 1 grosik- sami rozumiecie więc, dlaczego się skusiłam.


wtorek, 11 marca 2014

Moje odkrycie i nowa miłość - The Secret Soap Store

Nie spodziewałam się, że ten nowy rok tak szybko przyniesie mi prawdziwe, kosmetyczne odkrycie, a tutaj proszę. 
Wszystko zaczęło się od kremu do rąk, który moja siostra otrzymała od swojej koleżanki. Zachwycona, zaczęła mi o nim opowiadać, że pięknie pachnie, że świetnie nawilża i w ogóle, jednym słowem, że jest genialny. 
Użyłam raz, drugi, trzeci i przyznałam jej rację. Sięgałam po niego już nawet tego nie kontrolując. Jego zapach sprawiał, że ciągle miałam ochotę wąchać ręce (wiem jak to brzmi!;)) Pozostawiał taka wyczuwalną, delikatną warstwę na dłoniach, ale nie była ona tłusta i nieprzyjemna jak po użyciu większości kremów. 
Musicie też wiedzieć, że bardzo, ale to bardzo nie lubię (właściwie to nie lubiłam, bo teraz to się zmieniło) używać kremów do rąk, właśnie z tego powodu. Teraz mogę spokojnie napisać, że w tym kremie jestem totalnie zakochana. 
Problemem była tylko dostępność, w Krk znalazłam jeden sklep, do którego nie było mi po drodze, jednak widocznie los chciał żebym zaspokoiła swoją chęć posiadania tego cuda. Któregoś dnia, kiedy szłam na uczelnie prosto z autobusu, przechodziłam nowo otwartą częścią Galerii Krakowskiej i ujrzałam sklep The Secret Soap Store. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...